Latające Psy – Poznań

W ostatni weekend (12-13 maja) odbyły się  pierwsze w tym sezonie zawody Latające Psy na poznańskiej Cytadeli. Jak co roku nie mogło nas zabraknąć, ale... ale w tym roku byliśmy nie tylko w roli obserwatora. Postanowiłam podjąć wyzwanie i wystartować we frizgility z Luną i Figlem. Niestety tym razem w Poznaniu nie było naszej ulubionej konkurencji czyli dogdaivingu.

Frizgility ale co to

To magiczne połączenie agility i frisbee J

Celem konkurencji jest pokonanie przez psa od 3 do 5 przeszkód, złapanie dysku w strefie chwytu, następnie powrót przez tę samą kombinację przeszkód bez dysku i ponowne złapanie dysku w strefie chwytu. Jeśli czas na to pozwoli, drużyna będzie kontynuowała pokonywanie przeszkód oraz zdobywanie stref, aż do upłynięcia regulaminowych 60 sekund, przeznaczonych na tę konkurencję.

www.latajacepsy.prg

Zatem idealnie dla łapiącej dyski Lu i agilitowego Figla (hmmm każdy pies mógł by wystartować w połowie konkurencji)

Dysko Luna

O tym że border ma wrodzony dar do łapania dekli nikogo nie trzeba przekonywać. Od jakiegoś czasu trochę sobie Lu trenowałyśmy z frisbee, ale stanowczo na poziomie podwórkowym, tak żeby obu sprawiało nam to radość. Aż tu nagle pomysł żeby wystartować we frizgility… nie oszukujmy się Lu nigdy nie trenowała agility, dlatego było to dla mnie mega wyzwanie (bo co to dla niej hopka tunel hopka). Odbyłyśmy słownie trzy treningi pod okiem Marty Rohde, które przekonały mnie że suka jak chce to potrafi (ale kombinować) i że to nic trudnego. Zatem… pełna nadziei   postanowiłam wystartować. Lu mnie nie zawiodła, od samego początku skupiona była na mnie (chociaż kontem oka szukała swojego ulubionego fotografa). Może troszkę oszukiwała omijając hopki i biegając za tunelem, ale do łapania dysków bardzo się przykładała. Koniec końców zeszłyśmy z pola bardzo zadowolone ze wspólnej pracy. Oczywiście nasz magiczny wynik 45 puntków ulokował nas na samym końcu stawki, ale nie o to chodzi.

 

Figlo skoczek

Z Fi miałam dużo większego stresa przed startem. Co prawda agility i tak prosta sekwencja jak w tej konkurencji nie są dla niego wyzwaniem, ale połączenie tego z dyskami i nowym miejscem, ludźmi i emocjami mogło okazać się zbyt trudne. Podjęliśmy wyzwanie – w końcu co nas nie zabije to nas wzmocni! Po serii treningów (aż 3) z Martą wiedziałam że najważniejsze jest „wkręcenie” Figla na wysokie obroty. To w tłumie ludzi i licznych rozproszeń okazało się super trudne, ale się nie poddałam. Założenie było zrobić jedną rundę i nagrodzić super psa, ale nie do końca nam wyszło… Delikatnie pobudzony jrt stanął na starcie i oczywiście sekwencje robił fantastycznie, ale dyski go w ogóle nie interesowały (no trudno), ale za to węszenie na „ważce” było bardzo wciągające. Za to jako mistrz bycia super słodkim, pobiegł rozdawać buziaczki fotografom, ale ładnie się odwołał (i to dla mnie jest wielki sukces). Zatem debiut bardziej agilitowy niż frisbowy mamy za sobą. Wiem nad czym pracować i obiecuje w przyszłym roku pokazać na co nas stać. Żeby nie było z Figlem byłam bardzo konsekwentna i zdobyłam również 45 punktów.

Psie zawody

Należy wspomnieć iż Latające Psy to nie tylko start w konkurencji, to magiczna atmosfera. To cały dzień z psami i podziwianiem innych utalentowanych ludzi i psów, to rozmowy z psiarzami, to zakupy psich akcesoriów, to możliwość spędzenia weekendu w psim świecie. I można by narzekać że było gorąco i duszno, że burza miała przyjść a nie przyszła (i dobrze), że za dużo ludzi, że…. Ale po co takie zawody są po to by cieszyć się tą chwilą. Wszystkich którzy nie byli niech żałują i koniecznie niech się pojawia na kolejnych zawodach we Wrocławiu, Gdyni i Warszawie (harmonogram tu).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.